piątek, 29 marca 2013

''Ziemia obiecana'' (1974) w zrekonstruowanej cyfrowo wersji!

DKF Maciste i kino Regis zapraszają na pokaz zrekonstruowanej cyfrowo wersji Ziemi obiecanej (1974) Andrzeja Wajdy!

    

Ziemia Obiecana to film, który nie potrzebuje rekomendacji – o jego klasie świadczą nie tylko nagrody krajowych czy zagranicznych festiwali, łącznie z nominacją oscarową, ale też liczne wygrywane przez plebiscyty. Ten film to sukces zbiorowy, dzieło niezwykle profesjonalnej ekipy, która udowodniła, że w Polsce można zrobić prawdziwie amerykańskie kino. Cyfrowa rekonstrukcja "Ziemi Obiecanej", pozwoli jeszcze bardziej docenić kunszt reżyserski Andrzeja Wajdy - wizjonera i inscenizatora, podobnie jak prace operatorów filmu: Witolda Sobocińskiego, Edwarda Kłosińskiego i Wacława Dybowskiego.




Nadzór artystyczny nad rekonstrukcją sprawował Witold Sobociński, digitalizację i rekonstrukcję obrazu wykonano w laboratoriach The Chimney Pot, a dźwięku w studio Sound Place.

Andrzejowi Wajdzie wyprawa do Ziemi Obiecanej zajęła kilka lat. A zaczęła się od zdumienia, że w Łodzi lat 70. XX wieku zachowała się w niemal nienaruszonym stanie XIX–wieczna zabudowa fabryczna. Tak narodził się pomysł odkurzenia nieco zapomnianej już wówczas powieści Władysława Reymonta i odczytania jej na nowo - w efekcie powstał także jeden z najwybitniejszych polskich filmów: porywająca wizja przełomu epok i fascynujący portret miasta-potwora i jego mieszkańców.




Przed filmem prelekcję wygłosi Jacek Dziduszko.


Zapraszamy do obejrzenia trailera, który prezentuje różnice w obu wersjach - tej sprzed i po rekonstrukcji:



___
DKF Maciste prezentuje: Ziemia obiecana w zrekonstruowanej cyfrowo wersji!
data: 5 kwietnia (piątek), godz. 19:00,
kino Regis, mała sala
bilety: 10 zł, 5 zł dla członków DKF

Projekt dofinansowany ze środków PISF

wtorek, 5 marca 2013

Dzień Kobiet w DKF Maciste: MOONRISE KINGDOM z prelekcją Kai Klimek!

DKF Maciste i kino Regis zapraszają 8 marca (wyjątkowo w piątek) o godz. 19:00 - w Dzień Kobiet - na najbardziej niekonwencjonalną komedię romantyczną ostatnich lat: MOONRISE KINGDOM w reżyserii Wesa Andersona.



W trakcie spotkania przewidziane jest losowanie upominków ufundowanych przez: CenterMed Bochnia, Gabinet kosmetyczny Yasumi, Cafeterię Espresso, Hotel Bochnia oraz Mydlarnię Franciszka.

Film zaprezentuje widzom Kaja Klimek, publicystka popkulturowa, która tak o nim pisała na łamach magazynu ''Ekrany'':




(...) U Andersona każdy utwór ma historię i przywołuje wspomnienia. Skoro zaś tematem staje się pierwsza miłość, jej muzyczną kwintesencją – jak zawsze odpowiednio nostalgiczną – będzie „Le Temps d'Amour” Francoise Hardy.

„Czas miłości” w Moonrise Kingdom, czyli w Królestwie Wschodzącego Księżyca (nie wyrażam zgody na polskie zupełnie nietrafione tłumaczenie tytułu!) przeżywają przede wszystkim młodociani Suzy Bishop (Kara Hayward) i Sam Shakusky (Jared Gilman). Choć jeszcze nie mają dwudziestu lat, lecz dwanaście, przed nimi siódme niebo. Korespondencyjnie ustalają „gdzie i kiedy” i uciekają odpowiednio: z domu i z letniego obozu, by razem panować w tytułowym Królestwie. A przy tym słuchać muzyki, bo przenośny gramofon na baterie jest tym, co do walizki (prócz kota i ukochanych książek) spakuje Suzy. Ten świat należy do nich, ale również dla zaludniających plany dalsze postaci lato 1965 roku będzie czasem „miłości, przyjaźni i przygody”, o którym śpiewa Hardy. Dorośli, czyli rodzice Suzy (Frances McDormand i Bill Murray), Randy Ward (Edward Norton) komendant obozu skautów, z którego ucieka Sam, szef miejscowej policji Kapitan Sharp (Bruce Willis) zostali w tym czasie zanurzeni, choć część z nich już trochę zapomniała jak się pływa.




Jak na Andersona przystało ten świat jest umiejscowiony na mapie i niby-rzeczywisty, a jednak magiczny i baśniowy. Jak zawsze przedstawiony z maksymalną drobiazgowością, dbałością o tak zwaną epokę (a raczej jej nostalgiczną wizję), z jej scenografią, kostiumami i właśnie muzyką, A jednak to świat zupełnie bezczasowy. Rok 1965 i dynamiczne warunki pogodowe, jakie funduje mieszkańcom wyspy New Penzance, owego wszędzie i nigdzie, to tylko swego rodzaju rama. Anderson, jak Sam – uzdolniony malarz – wypełnia ją obrazem. (...)

Więcej o Moonrise Kingdom Kaja Klimek opowie już 8 marca!

O prelegentce:




KAJA KLIMEK, rocznik '84, pochodzi z Tarnowskich Gór. W KPSC UJ przygotowuje pracę doktorską na temat remiksu w kulturze popularnej. Tłumaczka i publicystka popkulturowa, dwukrotnie wyróżniona w konkursie dla młodych krytyków filmowych im. Krzysztofa Mętraka (2011r. i 2012r). Lubi plastikową biżuterię... ale przede wszystkim - Nicolasa Cage'a.
_____

DKF Maciste prezentuje:
MOONRISE KINGDOM, 94', reż. Wes Anderson
Miejsce: Kino Regis, Miejski Dom Kultury w Bochni
Czas: 8 marca, godz. 19:00, duża sala
Bilety: 5 zł - członkowie klubu, 10 zł - pozostali


Projekt dofinansowany ze środków PISF

środa, 23 stycznia 2013

''Złodzieje rowerów'' (1948) z lektorem na żywo i wstępem dr Joanny Wojnickiej


Po długiej przerwie i (niestety) przegranym boju z bastionem lokalnego konserwatyzmu odradzamy się się niczym Feniks z popiołów i wracamy z klasą, tj. klasyką! Zapraszamy 31 stycznia (czwartek) o godzinie 19:00 na pokaz filmu ''Złodzieje rowerów'' (1948) w reż. Vittorio de Siki ze wstępem dr Joanny Wojnickiej (ISzA UJ).



''Złodzieje rowerów'', to klasyk włoskiego neorealizmu filmowego, nagrodzony honorowym Oskarem w 1950 roku. Dzieło Vittorio De Siki, które regularnie znajduje się na liście 10 najwybitniejszych filmów wszech czasów, przygotowywanej przez magazyn ''Side&Sound''. O filmie historyk kina Jerzy Płażewski pisał:

Człowiek w roboczym kombinezonie nakleja plakat na murze rzymskiej kamienicy. Wyłania się zeń kusząca postać "atomowej pin up girl", opiętej w strojną suknię Rity Hayworth. Człowiek nie wyczuwa ironii swego losu, że właśnie jemu dano kubełek z klejem, by reklamował lukrowaną bajeczkę o córce lokaja, która wyszła za milionera i mieszka w pałacu przy V Avenue. Człowiek nie ma wielkich wymagań. To talerz jakiejś strawy i pokój z kuchnią w proletariackiej dzielnicy. Ale i tego los mu odmawia. Dwie silne ręce i chęć do pracy to za mało. Człowiek ma jeszcze rower, którym usiłuje wyjechać ze środowiska bezrobotnych. Ale właśnie rower mu kradną. Bez roweru straci pracę. 



Pamiętam, że od razu po premierze wspaniałego filmu Vittorio De Siki w 1948 r. cała krytyka światowa obwołała go arcydziełem. Udowodnił, że do rangi dzieła sztuki awansować mogą dzieła, które zapowiedział teoretyk neorealizmu Zavattini. Nie są konieczne zmyślone i nadzwyczajne fabuły. Wystarczą fakty opisywane na ostatnich stronach gazet w pięciu wierszach nonparelem. Każda godzina, każde miejsce i każda osoba może być tematem, jeśli narrator potrafi zaobserwować i wyjaśnić związek wszystkich współzależnych zjawisk.

Złodziej roweru? Ale przecież w tytule jest liczba mnoga! Pierwszy złodziej zostaje wykryty, ale roweru już nie ma, jest kimś jeszcze uboższym od okradzionego. Czy bohater, chcąc odzyskać od społeczeństwa swą własność, musi ukraść cudzy rower? Na tłocznej ulicy Antonio odsyła do domu synka, by mały nie widział, co robi ojciec. Ale Bruno - zresztą jedyny zarobkujący członek rodziny - widzi wszystko. Jak Antonio porywa rower, jak zostaje złapany, pobity, upokorzony. Bruno rozumie sytuację. Wraca wspólnie z ojcem do domu, bogatszy o nić zaufania. Taka jest optymistyczna i piękna wymowa filmu. 



Wielkim równoległym objawieniem filmu było obsadzenie w roli głównej nie aktora, tylko autentycznego robotnika z fabryki Breda, Lamberta Maggioraniego, o twarzy krańcowo odmiennej od urody amerykańskich gwiazdorów. Producent filmu, lękając się finansowej klapy sugerował, żeby dla zmniejszenia ryzyka zaangażować do roli Antonia czołowego idola Hollywoodu, Cary Granta. Jednak reżyser, sam aktor, przed wojną wzięty elegancki amant - wyczuł od razu, że byłoby to uśmierceniem całej konwencji filmu. Maggiorani zagrał samego siebie i zrobił to wyśmienicie. (Portalfilmowy.pl)



Wprowadzenie do filmu zrobi znawczyni kina włoskiego, dr Joanna Wojnicka. Wojnicka jest wicedyrektor Instytutu Sztuk Audiowizualnych UJ. Specjalizuje się w historii kina europejskiego. W kręgu jej zainteresowań znajdują się szeroko pojęte związki kina z innymi sztukami, zwłaszcza: literaturą, malarstwem i teatrem. Opublikowała m.in. Świat umierający. O później twórczości Luchino Viscontiego (Kraków 2001), Słownik wiedzy o filmie, (Wydawnictwo Szkolne PWN, Warszawa-Bielsko Biała 2008, współaut. Olga Katafiasz) oraz szereg artykułów w książkach i czasopismach naukowych.



Film pokażemy z lektorem na żywo. Listę dialogową przeczyta znany z krakowskich kin Grzegorz Bąkowski.

Na zachętę: trailer!


niedziela, 4 listopada 2012

''Zaklęte rewiry'' (1975) Janusza Majewskiego po rekonstrukcji cyfrowej

W czwartek, 8 listopada zaprosimy widzów na pokaz zrekonstruowanego cyfrowo w ramach projektu KinoRP filmu ''Zaklęte rewiry'' (1975) w reżyserii Janusza Majewskiego. Ekranizacja debiutanckiej powieści Henryka Worcella pod tym samym tytułem to najlepszy przejaw polsko-czeskiej współpracy filmowej i zarazem jeden z najwybitniejszych polskich filmów.




''Zaklęte rewiry'' są opowieścią o młodym chłopaku (w tej roli Marek Kondrat), który dostaje pracę w eleganckiej restauracji i zaczyna piąć się po drabinie kelnerskiej kariery. Film zarówno w momencie premiery, jak i dzisiaj, przy okazji rekonstrukcji cyfrowej, zbiera znakomite recenzje. Przyjrzyjmy się niektórym opiniom:

Worcell opisał w debiucie własne doświadczenia z okresu pracy w kawiarni i restauracji hotelu Grand w Krakowie. Podobnie jak jego bohater sam przeszedł wszystkie stopnie w kelnerskiej hierarchii, dotkliwie płacąc za każdy szczebel awansu. Jego powieść pozostaje nie tylko wnikliwym studium psychologicznym, swoistym zapisem przejścia z okresu chłopięcego w wiek dojrzały, ale przede wszystkim opisem świata podzielonego na kuchnię i na salę, który rządzi się specyficznymi prawami. Opis ten można traktować szerzej jako metaforę świata w ogóle. Wszystkie te cechy znalazły swoje miejsce w filmie Majewskiego. (Konrad J. Zarębski, "Gazeta Wyborcza")




''Zaklęte rewiry'' są filmem o konieczności dokonania w pewnym momencie życia wyboru, określenia się, konieczności, której nikt nie może uniknąć. Opowiedziana obyczajowospołeczna historia kryje alegorię. Dobro i Zło walczą w filmie Majewskiego jawnie, bez żadnych masek, ale w odróżnieniu od abstrakcyjnych moralitetów, Dobro wcale nie zwycięża w spotkaniu ze Złem. Finał pozostaje otwarty. (Wiktor Buriakow, "Film (Ryga)" 2/1981)




Sam reżyser mówił tak komentował decyzję zekranizowania powieści Worcella:

''Zaklęte rewiry" są jakby stworzone dla filmu. Jest to przecież książka prawdziwie autentyczna, zawierająca mnóstwo obserwacji przeżytych, a nie wymyślonych, więc tym bardziej frapujących. Stanowi rzetelną dokumentację epoki i środowiska – na ogół mało znanego, a przecież bardzo interesującego. Najistotniejsze są jednak treściowe walory ''Zaklętych rewirów". Jest to opowieść o dojrzewaniu człowieka do samodzielnych decyzji i potrzebie zachowania godności. Worcell pokazuje, że w każdej sytuacji trzeba "zachować twarz", że wprawdzie trzeba się umieć dostosować do środowiska, ale nie według reguł zwierzęcej mimikry, nie za wszelką cenę. Jest to zatem rzecz o stosunkach społecznych – środowisko, w którym dojrzewa bohater, choć specyficzne, jest w istocie mikromodelem społeczeństwa z jego systemem hierarchii, wzajemnych zależności i uwarunkowań. ("Filmowy serwis prasowy" 18/1975)

Na zachętę zapraszamy do obejrzenia krótkiego zwiastuna filmu:




O projekcie KinoRP:




Cyfryzacja filmów to jedyna szansa na ocalenie dorobku klasyki polskiego kina. Arcydzieła polskiej kinematografii, filmy największych mistrzów, dzięki nowoczesnym technikom cyfrowym odzyskują swój pierwotny blask i wdzięk, zatracony na poddanej mechanicznym uszkodzeniom i bezlitosnemu upływowi czasu, taśmie filmowej. Nad żmudnym procesem rekonstrukcji nadzór artystyczny sprawują twórcy filmów. Projekt KinoRP, w ramach którego powstają rekonstrukcje cyfrowe arcydzieł polskiej kinematografii, ma na celu przywrócenie publiczności – głównie w kinach, ale także w telewizji HD oraz na nośnikach Blu-ray i DVD – klasyki polskiego kina w doskonałej jakości obrazu i dźwięku. Raz w miesiącu w należącym do Stowarzyszenia Filmowców Polskich kinie KULTURA w Warszawie, odbywają się uroczyste premiery z udziałem twórców. Filmy pokazywane są także w kinach realizujących projekt, gdzie odbywają się cykliczne pokazy. Jednym z takich kin staje się w tym momencie bocheński Regis, gdzie w ramach spotkań Dyskusyjnego Klubu Filmowego MACISTE kilka razy do roku będą się odbywać projekcje zrekonstruowanych cyfrowo arcydzieł kinematografii polskiej.

Więcej o KinoRP można przeczytać tutaj i na stronie projektu.
___

DKF Maciste zaprasza: "Zaklęte rewiry'' po rekonstrukcji cyfrowej
CZAS: czwartek, 8 listopada 2012, godz. 19:30
MIEJSCE: kino Regis, Bochnia

Projekt dofinansowany ze środków PISF.

wtorek, 9 października 2012

Jerzy Armata prezentuje animacje Ola Sroczyńskiego

DKF Maciste wraca po przerwie wakacyjnej! Pierwsze spotkanie, które odbędzie się 18 października o godz. 19:00, poświęcimy twórczości trochę zapomnianego reżysera filmów animowanych, Aleksandra Sroczyńskiego. O filmach ''Ola'' opowie dziennikarz filmowy, znawca i popularyzator polskiej animacji, Jerzy Armata.



Sroczyński (ur. 1953) jest artystą ekscentrycznym, twórcą filmów animowanych, ilustratorem i autorem rysunków satyrycznych. Ukończył grafikę na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, a następnie reżyserię filmu animowanego i eksperymentalnego w łódzkiej Filmówce. Od 1981 roku tworzy filmy rysunkowe, między innymi nagradzane w kraju i zagranicą 8 i ¾ (1981), Film animowany (1982), Apteczka pierwszej pomocy (1983) czy Nigdy więcej wojny! (1987). W swojej twórczości Sroczyński proponuje mieszankę czarnego humoru, makabreski i pastiszu różnych konwencji filmowych: filmów dla dorosłych (Ani be!... ani me!... z udziałem Audrey Hepburn, 1984), klasyki s-f (2013 Odyseja kosmiczna, 1985) a nawet amerykańskiego undergroundu lat 60. (With a Light, 1986).



Jerzy Armata pisał o Sroczyńskim: To artysta niekonwencjonalny, niespokojny, obdarzony nieprawdopodobną wyobraźnią i poczuciem humoru. Kiedy pracował w krakowskim Studiu Filmów Animowanych zawsze nosił gruby brulion ze skorowidzem, gdzie notował – w układzie alfabetycznym – swe zwariowane pomysły. Gdy dyrektor wołał go do gabinetu, planując produkcję Studia, albo gdy wykonanie planu, a więc i premie dla załogi były zagrożone, bo warto wspomnieć, że artysta ten realizował w Polsce filmy w czasach obowiązywania planowej gospodarki socjalistycznej, i pytał, jaki film zrobi, Olo odpowiadał pytaniem: a na jaki temat sobie pan dyrektor życzy. Na to dyrektor: – Może być o pieskach. – Może – odpowiadał artysta. I otwierał brulion na stronie P, gdzie pod hasłem „pieski” miał zapisanych kilkadziesiąt pomysłów... 



Szybko stał się największą „gwiazdą” krakowskiej animacji. Sroczyński udowodnił, że możliwe jest połączenie filmu komercyjnego z ambicjami autorskimi. „Ludzie, którzy lubią uchodzić za intelektualistów, gardzą horrorem, kryminałem, komedią. Taka moda. Ręczę, że w skrytości ducha uwielbiają te gatunki. Ja się nie wstydzę komercji i czerpię z pogardzanych gatunków pomysły” – mówił w jednym z wywiadów. 

Przed wielu laty miałem przyjemność organizować – wspólnie z Krzysztofem Gieratem, ówczesnym kierownikiem krakowskiego kina Mikro – wielką retrospektywę jego filmów. Zatytułowaliśmy ją „Mikro-Horror-Show”, a anonsowaliśmy – jak na tamte czasy, w których przecież działała cenzura, dość niekonwencjonalnie – dając ogłoszenie, tzw. drobne, do „Gazety Krakowskiej”, które zaczynało się od słów: „Jeśli chcesz zostać wampirem, przyjdź do kina Mikro 29 października 1984 roku o godz. 20...”. Przybyły tłumy. W kinie działy się sceny iście dantejskie. W poczekalni  wznieśliśmy grób, z którego ku zdumieniu publiczności wstawał przysypany jesiennymi liśćmi znany krakowski tłumacz Krzysztof Błoński jako Nosferatu, a członkowie prowadzonego przez niego teatru włamywali się przez zewnętrzne okna do sali kinowej podczas projekcji i atakowali, głównie w okolice szyjne, dość zaskoczonych widzów. Po seansie przy pniaku z wbitą zakrwawioną siekierą odbyło się spotkanie z artystą i aukcja jego wampirycznych prac, prowadzona pod hasłem „Krew – darem życia”. (...)



Zadebiutował, zrealizowanym w 1981 roku w bielskim Studiu Filmów Rysunkowych, filmem W trawie nie tylko piszczy...”, który stanowił jednocześnie jego pracę dyplomową w krakowskiej ASP. W tej zabawnej opowiastce o parze zakochanych ludzików, mieszkańców pola truskawkowego, nieustannie nękanych przez niezbyt przyjaźnie nastawione otoczenie, utrzymanej w poetyce delikatnego horrorku, można już dostrzec wyraźne cechy stylistyczne przyszłych filmów Sroczyńskiego. Debiut poprzedziła praca przy realizacji filmów innych reżyserów: Ryszarda Lepióry („Hotel”, „Koryto), gdzie był autorem opracowania plastycznego, oraz Bronisława Zemana („8 i ¾”), gdzie oprócz opracowania plastyki pełnił również funkcję współscenarzysty. Już w tych filmach – w ich treści, plastyce i formie – widać wyraźny zarys kina, które będzie później z taką konsekwencją uprawiał      

Jego animowane opowiastki („Film animowany”, „2013 Odyseja kosmiczna”, „Wilhelm Tell”, „Apteczka pierwszej pomocy”, „I love Feratunos, czyli smak krwi”) to w większości pastisze popularnych gatunków – horroru, science fiction, tyle że podane w autorskiej poetyce. Poprzez charakterystyczną kreskę, a także typ uprawianego humoru są natychmiast rozpoznawalne. Połączenie dowcipu i inteligencji, fantazji i wyobraźni, nobilitacja żartu, gagu filmowego, purnonsensu, żarliwa miłość do kina, wiara w jego niezamierzone możliwości – to podstawowe cechy tej twórczości. 




Całość artykułu o twórczości Sroczyńskiego można znaleźć na Portalu Filmowym.

''Olo'' był również bohaterem retrospektywy, którą zorganizowano w ramach festiwalu Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu, w 2008 roku. Tekst naszego gościa, który ukazał się w katalogu festiwalowym przy okazji retrospektywy można przeczytać tutaj.

• • •


Jerzy Armata gościł już u nas w zeszłym roku, prezentując animacje Juliana Antoniszczaka. Krytyk filmowy i muzyczny, dziennikarz, pedagog. W 1991 r. - redaktor w Studiu Filmów Animowanych w Krakowie, od 1992 r. - redaktor w krakowskim oddziale "Gazety Wyborczej". W latach 1985-1991 - adiunkt w Pracowni Filmu Animowanego krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Członek Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Selekcjoner i juror wielu festiwali filmowych.



Autor telewizyjnych cykli poświęconych filmom krótkometrażowym ("Małe Kino", "Dwóch ludzi z filmem", "Anima"). Laureat Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich za publikacje poświęcone polskiemu filmowi animowanemu (1989). Ekspert Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Autor monografii "Studio Filmów Animowanych w Krakowie" (1995), współtwórca książek (m.in. "Kino końca wieku", 2000; "Kręci nas Zebra. 20 lat Studia Filmowego Zebra", 2008; "Historia kina polskiego", 2006; "Polski film animowany", 2008, "Amerykański sen", 2009), encyklopedii (m.in. "Encyklopedia kina", 2003; "Encyklopedia kultury polskiej XX wieku. Film. Kinematografia", 1994; "Aktualizacje encyklopedyczne. Suplement do Wielkiej ilustrowanej encyklopedii powszechnej Wydawnictwa Gutenberga. Tom 8: Film", 1997; "Encyklopedia Krakowa", 2000), leksykonów i katalogów o tematyce filmowej. Kurator retrospektyw twórczości mistrzów polskiej animacji na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Era Nowe Horyzonty: w 2007 - Juliana Józefa Antonisza, w 2008 - Alexandra Sroczyńskiego (z tej okazji - książka "Kino-Olo, czyli Alexander Sroczyński Show"), w 2009 - Piotra Dumały, której towarzyszy książka "Śnione filmy Piotra Dumały".

____

Jerzy Armata zaprezentuje filmy Alexandra Sroczyńskiego 18 października o godz. 19:00 w kinie Regis. Zapraszamy serdecznie! Na zachętę proponujemy seans ''Adama i Ewy'' autorstwa Ola z 1983 roku:



Projekt dofinansowany ze środków PISF.

wtorek, 26 czerwca 2012

Michał Oleszczyk zapowie ''Barcelonę'' Whita Stillmana

Zapraszamy na ostatnie w tym roku szkolnym/akademickim spotkanie w DKF Maciste. Przed wakacjami proponujemy widzom film mało u nas znanego Whita Stillmana, ''Barcelona''. 




Stillman jest twórcą eksplorującym w głównej mierze życie wyższych sfer w USA. ''Barcelona'' jest jego drugim filmem, po debiutanckim ''Metropolitan'' (1990), nominowanym do Oskara za najlepszy scenariusz.


O filmie najbardziej znany amerykański krytyk, Roger Ebert, pisał: ''Widziałem 'Barcelonę' dwa razy. Za drugim zadziałała jeszcze lepiej. Z początku wydaje się to być prosta opowieść o zwykłych ludziach u progu kariery, ale w końcu (niczym w jakimś filmie Allena) odkrywamy głębsze znaczenie. 'Barcelona' to także głos pokolenia. Jeśli jest jakiś wycinek amerykańskiego społeczeństwa, którym nasi filmowcy zazwyczaj nie są zainteresowani, to są to ambitni, dobrze opłacani japiszoni, którzy pracują od 9 do 17. Oglądając ten film zdałem sobie sprawę, że choć widziałem wcześniej w kinie wiele niesamowitych rzeczy, to -- koniec końców -- prawie nigdy nie miałem okazji popatrzeć, jak wygląda życie i praca młodych karierowiczów.''


Film zaprezentuje widzom jeden z najbardziej opiniotwórczych krytyków filmowych, Michał Oleszczyk.


Nasz gość to doktoryzowany filmoznawca. Urodzony na Śląsku, od wielu lat zamieszkały w Krakowie. Autor licznych artykułów o tematyce filmowej w naukowych pracach zbiorowych i w prasie kulturalnej. Opublikował pierwszą polską monografię twórczości Terence'a Daviesa ''Gorycz wygnania" oraz (wspólnie z Kubą Mikurdą) książkowy wywiad rzekę z kanadyjskim reżyserem Guyem Maddinem. Najbardziej interesuje go popularne kino amerykańskie i jego związki z polityczną i społeczną historią Stanów Zjednoczonych. W 2009 r. przebywał jako Visiting Scholar na New York University. Jego filmowy blog ''Ostatni fotel po prawej stronie" został uznany w konkursie Onet za Blog Roku 2009 w kategorii Kultura. Jest programerem i rzecznikiem prasowym festiwalu OFF Plus Camera. W tym roku otrzymał prestiżową Nagrodę Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w kategorii ''Krytyka filmowa'' za rok 2011.

Na zachętę prezentujemy trailer filmu: 


__
DKF Maciste prezentuje:''Barcelona'' (1994) Whita Stillmana ze wstępem Michała Oleszczyka
MIEJSCE: Kino Regis, Bochnia, ul. Regis 1
CZAS: czwartek, 28 VI 2012, godz. 19:00
WJAZD: 10 zł (członkowie DKf Maciste: 5 zł)
Projekt dofinansowany ze środków PISF.

piątek, 18 maja 2012

Rainer Werner Fassbinder w 30. rocznicę śmierci w DKF MACISTE

Już w piątek 25 maja 2012 o godzinie 18:30 w ramach spotkań DKF MACISTE będziemy mieli szansę skonfrontować się z twórczością  Rainera Wernera Fassbindera - enfant terrible niemieckiego kina. Okazja do spotkania jest niebagatelna, dokładnie 10 czerwca, wypada bowiem 30. rocznica jego śmierci. W związku z tym, Maciste zaprasza Państwa na projekcję filmu "Małżeństwo Marii Braun", okraszoną wspomnieniem o Fassbinderze, który wygłosi miłośniczka jego twórczości, dramaturżka teatralna i krytyczka filmowa - Agnieszka Jakimiak.


W ramach zachęty, publikujemy artykuł Agnieszki, który ukazał się w 31. numerze postdyscyplinarnego magazynu Ha!Art, poświęconym festiwalowi Nowe Horyzonty:


RAINER WERNER FASSBINDER

Rainer Werner Fassbinder pali papierosa za papierosem i wbija wzrok w blat stołu. Monotonnym głosem opowiada o dzieciństwie, początkach pracy, swoich aktorkach, własnym pojmowaniu wolności. Nie patrzy na rozmówcę, nie zmienia intonacji, ale nerwowo dudni palcami o stół. Jest rok 1978, Fassbinder udziela wywiadu w willi w Paryżu. Rozmowa jest długa i sprawia wrażenie męczącej. Fassbinder wkrótce rozpocznie zdjęcia do Małżeństwa Marii Braun, pierwszego filmu, który odniesie międzynarodowy sukces. Do tego czasu ma na swoim koncie ponad 30 filmów – w Niemczech jest uznawany za jednego z najważniejszych twórców, na świecie jest doceniany, ale nie hołubiony. Dopiero trylogia BRD, obejmująca Małżeństwo Marii Braun, Lili Marleen i Tęsknotę Veroniki Voss przyniesie mu uznanie wśród zagranicznych widzów i krytyków i sprawi, że reżyser zamieni swoją nieodłączną ramoneskę na biały garnitur. W wywiadzie z 1978 roku Fassbinder długo opowiada o samotności i twórczej jednostkowości, podkreślając, że jego praca zawsze opierała się na zespołowym zaangażowaniu – od chwili, gdy wraz z grupą znajomych utworzył Action-Theater  w 1967 roku, a następnie wraz z Irm Hermann, Hanną Schygullą założył antitheater. Nie chce być postrzegany jako autorytarny lider, ale w czasie poprzedzającym jego największe sukcesy, reżyser zostaje na chwilę sam na polu bitwy. Nie jest już otoczony ludźmi, którzy towarzyszyli mu na początku jego drogi, Irm Hermann – jedna z jego najważniejszych aktorek i towarzyszek – wystąpiła z kręgu najbliższych współpracowników Fassbindera i wzięła udział w filmach Herzoga i Geissendörfera, wraz z realizacją Rozpaczy z Dirkiem Bogardem – pierwszym i jedynym anglojęzycznym filmem, Fassbinder  musiał skonfrontować się z nowym zespołem realizatorów. Pół roku po nakręceniu wywiadu, Armin Meier, wieloletni partner Fassbindera, popełnił samobójstwo.

W 2005 roku Fassbinder w Polsce popadał w zapomnienie. Mówiło się o nim w latach osiemdziesiątych, zaraz po jego samobójczej śmierci w 1982 roku ukazał się numer Filmu na świecie poświęcony twórczości reżysera, którego filmy trafiały od czasu do czasu na polskie ekrany. Retrospektywa w czasie 5. Festiwalu Era Nowe Horyzonty w Cieszynie przypadła na rocznicę sześćdziesiątych urodzin reżysera oraz na czas, kiedy nazwisko Fassbindera stało się dla polskiej publiczności niemal całkowicie obce.

fot. Piotr Szyngiera
http://faghag.blox.pl/resource/fassbiderduzy.jpg
Nowohoryzontalny przegląd był wyjątkowy – obejmował nieomal wszystkie filmy zrealizowane przez reżysera-pracoholika, który w ciągu 37 lat życia i 16 lat aktywności twórczej nakręcił ponad 40 obrazów, zagrał w kilku swoich filmach, stworzył monumentalny serial Berlin Alexanderplatz, pracował w teatrze i dla telewizji. I który pozostawił po sobie wspomnienia niemożliwe do ogarnięcia, spisania i zredagowania oraz którego portret kreślony przez rzesze współpracowników nie składa się na żaden spójny obraz. W programie Festiwalu znalazły się krótkie metraże (Das kleine Chaos, Der Stadtsreicher), filmy z pierwszego okresu twórczości, czyli z czasu działalności antitheatru – Miłość jest zimniejsza niż śmierć, Dzieciorób – i niemal wszystkie zrealizowane aż do 1982 roku. Przeglądowi towarzyszyły dokumenty o reżyserze i realizacje oparte na jego scenariuszach, czyli kultowe Krople wody na rozpalonych kamieniach Francoisa Ozona. Wydawnictwo Rabid wydało tom Filmorób czyli kino nieustające Rainera Wernera Fassbindera, pierwszą polską publikację w całości poświęconą twórczości reżysera. Przez dziesięć festiwalowych dni codziennie można było obejrzeć co najmniej dwa filmy Fassbindera, prezentowane w czeskim kinie Divadlo. Projekcjom towarzyszyły wykłady Grzegorza Małeckiego, który starał się zagłuszyć lewicowe i homoseksualne konteksty filmografii Fassbindera i który stał się przyczyną festiwalowego skandalu. Cieszyńska publiczność wyraziła swój sprzeciw na ścianie festiwalowego hydeparku, wystosowując list otwarty do organizatorów. Oto treść manifestu:

NO PASARAN! 


"Uważam się za romantycznego anarchistę" 
Rainer Werner Fassbinder 




CZTERY DEKONSTRUKCJONISTYCZNE TEZY NA TEMAT "PERFORMANCE'ÓW" WPROWADZAJĄCYCH W TWÓRCZOŚĆ RAINERA WERNERA FASSBINDERA PRZEDSTAWIANYCH W TEATRZE "DIVADLO" 


I. Pan "Performer" prowadzący prelekcję przed filmami Fassbindera doszukuje się w owych filmach nieistniejących tam pierwiastków (np. motywy biblijne, religijne). 
TŁUMACZYMY: Rainer Werner Fassbinder był lewakiem, anarchistą, antykapitalistą, homoseksualistą, kontestatorem, wywrotowcem, buntownikiem, osobą kwestionującą oficjalne autorytety i kanony artystyczne. 


ERGO: w świecie jego filmów nie ma miejsca na chrześcijańsko-prawicową metafizykę, dominację Wielkiego Paradygmatu czy jakąkolwiek formę konformizmu kulturowego. 


II. Pan "Performer" usilnie stara się nagiąć wywrotowość i nowatorstwo Fassbindera do swojego własnego - zmurszałego, nieaktualnego i nieprzystającego do świata owych filmów - światopoglądu. 


ERGO: nie można oddzielać poglądów artysty (tu: Fassbindera) od jego dzieł ("Strach zżerać duszę", "Handlarz czterech pór roku", "Matka Kusters", "Chińska ruletka", "Niemcy jesienią", "Martha"). 


III. Projekcja osobowości Pana "Performera" nałożona na projekcję filmów Fassbindera powoduje zniekształcenie i zamazywanie obrazu/treści. Narzucona interpretacja, próba przekształcenia widza wraz z wątpliwej jakości poziomem artystycznym "performance'ów", składa się na mieszankę dysonansu poznawczego, żenady i przedszkolnego teatrzyku (nie obrażając przedszkolaków...) 


IV. OSTRZEGAMY: pod płaszczykiem interpretacji filmów Fassbindera kryje się homofobia, seksizm, nietolerancja i "chrześcijańska" ksenofobia Pana "Performera". Jest on także wybiórczy i stronniczy poprzez odczytywanie filmów Fassbindera w duchu "jedynie słusznej", obowiązującej w III RP ideologii (CZYTAJ: amalgamat chrześcijańsko-prawicowo-liberalnego światopoglądu z anty-lewicową paranoją). 




ŻĄDAMY: 
1. Publicznego przeproszenia przez Pana "Performera" mniejszości które obraził w trakcie swoich wystąpień, a także przeproszenia Karoliny Kosińskiej, najlepszej w Polsce interpretatorki dzieł Fassbindera. "Performance" wskazują na kompletną niewiedzę lub ignorancję najważniejszych aspektów twórczości tego genialnego artysty. 


2. Publicznego, uczciwego i rzetelnego przedstawienia prawdziwego wizerunku Fassbindera jako homoseksualisty, prekursora kampu, anarchisty, feministy, kontestatora burżuazyjnego i kapitalistycznego reżimu, innowatora, awangardowego artysty. 


3. Rewizji, recepcji i aktualizacji filmów Fassbindera w świetle aktualnych problemów współczesnego świata z pozycji kontrkulturowych. 


4. Nauczenia się i przyjęcia w końcu do wiadomości istnienia - tak ważnych przy odczytywaniu filmów Fassbindera - problemów podejmowanych przez współczesny feminizm, queer theory, gender studies, ruchy antykapitalistyczne, kamp, intertekstualność, dekonstrukcjonizm. 


5. Zaprzestania wątpliwej jakości artystycznej "performance'ów" i zwrócenie publiczności prawa do własnej interpretacji. 


6. Traktujemy tym samym ową krytykę jako oskarżenie pokolenia filmowców wychowanego w dawnym systemie, na etosie chrześcijańsko-solidarnościowym itp. Oskarżamy Was o brak zrozumienia i nietolerancję wobec młodego pokolenia - jego upodobań, gustów, zasad, idei, pomysłów, innowacji - oraz brak zrozumienia problemów współczesnego świta, które próbujecie rozwiązać przestarzałymi metodami. 


PROPONUJEMY: 
Czas na emeryturę! 




BÓG UMARŁ! 
EGZYSTENCJALIZM JEST MARTWY! 
STARY ŚWIAT LEŻY W GRUZACH! 


ZBURZYĆ POMNIKI, ZNISZCZYĆ MURY! 
KSIĘŻA NA KSIĘŻYC! 
PREZC Z HOMOFOBIĄ, KSENOFOBIĄ I SEKSIZMEM! 
PRECZ Z PRECZEM! 


TO JEST MANIFEST KINA TERAŹNIEJSZOŚCI! 


WALKA TRWA! 


Neo-Sytuacjonistyczny Kolektyw Obrony Rainera Wernera Fassbindera i Wszystkich Niepokornych

Apel Kolektywu stał się aktem założycielskim dla późniejszej recepcji Fassbindera w Polsce. Reżyser wrócił do łask, właśnie jako ideolog i prekursor kina rządzącego się innymi prawami niż te wyznaczone przez tradycyjną maskulinistyczną perspektywę i schematyczną linearną narrację. Powracał wielokrotnie w dyskursie Krytyki Politycznej, trafiał do przeglądów kina gejowskiego, był przywoływany na festiwalach queerowych, pojawiał się w dyskusjach o nowej lewicy, kapitalizmie, jednostkowej wolności uwikłanej w społeczne i polityczne mechanizmy. W rozmowie o Fassbinderze przywoływano kamp, problem katastrofy komunikacji, dekonstrukcję; uczyliśmy się oglądania filmów przez różne soczewki, otwierania nowych pól interpretacji, uważnego spojrzenia, nieuwikłanego w stare stereotypy. W 1983 roku Leon Bukowiecki stwierdział: „Trzeba przyznać, że film [Dzieciorób] nie wytrzymał próby czasu. Dziś wydaje się nudny i rozlazły”, „Nie ukrywajmy faktu, że Querelle jest katastrofą filmową pod każdym względem. Film Fassbindera zasługuje tylko na jedno określenie: >>plugawy<<. Sztuka filmowa nie powinna upadać tak nisko (...).” W 2005 roku Andrzej Gwóźdź pisał: „Teraz już wiemy na pewno, że Dzieciorób jest filmem o niemocy porozumienia, o dramacie, którego źródła tkwią w braku umiejętności albo w fałszywej artykulacji uczuć i pragnień, słowem – w deficycie języka jako narzędzia komunikowania.”, Karolina Kosińska w tym samym roku tak charakteryzowała Querelle: „Fassbinder zadbał, by estetyka filmu w pełni oddawała estetykę drobiazgowo zarysowaną przez pisarza (...) to senny, choć płomienny fantazmat homoerotyczny, autorstwa zarówno Geneta, jak i Fassbindera.”

W ramach dotychczasowego postrzegania kina Fassbindera pokutowało przekonanie o ich niechlujności, pośpiesznej i niedoskonałej realizacji, nieuzasadnionych dłużyznach i montażowych błędach. Dopiero próba ich odczytania na nowo, przez kontekst francuskiej Nowej Fali i eksperymentów formalnych z lat 70., pozwoliła docenić ich kształt jako bardzo świadomy i konsekwentny zabieg. Bo Fassbinder bez wątpienia dał się poznać właśnie jako mistrz formy, budujący napięcie dzięki nieoczywistym ustawieniom kamery, montażowym przeskokom, odwadze w zestawianiu diametralnie różnych ujęć, a przede wszystkim – poprzez przyglądanie się filmowi jako medium. W długich ujęciach, które nie zostają skondensowane do mechanizmu prostej akcji-reakcji, ale trwają do momentu, kiedy obraz zaczyna obnażać swoje właściwości, a wybrana konwencja pęka na szwach i sama się kompromituje, Fassbinder ukazywał manipulacyjne właściwości filmowej narracji. Ten, kto stoi za kamerą, dysponuje tylko pozorną władzą – jeśli ujęcie nie skończy się w odpowiedniej chwili, na wierzch wychodzi cały mechanizm konstrukcyjny i system tworzenia znaczeń. Kino Fassbindera opierało się nie tyle na doskonałości formalnej, co na ujawnianiu zasad rządzących formą.

Ten zabieg przykuwa uwagę głównie w pierwszym etapie twórczości  właśnie w takich filmach jak Dzieciorób, Miłość jest zimniejsza niż śmierć, Amerykański żołnierz (w tym ostatnim pojawia się scena, kiedy pokojówka wkracza do akcji wyłącznie w jednym celu – aby usiąść na łóżku hotelowym i opowiedzieć historię miłości starszej kobiety i czarnego emigranta, narażonych na społeczne szykany – ta opowieść stanie się podstawą fabuły późniejszego filmu Fassbindera Strach zżerać duszę). Świat u Fassbindera przypomina sztuczny konstrukt, w którym znaczące jest tworzone i definiowane przez znaczone. Osobowość, płciowość, status społeczny muszą być manifestowane przez zewnętrze – ostry makijaż, peruki, wymyślne stroje, wystudiowane, nieautentyczne gesty. Funkcjonują właściwie obok bohaterów, zresztą podobnie jak język – beznamiętnie, mechanicznie wypowiadane frazy wydają się całkowicie odgraniczone od wygłaszających je figur. Schemat okazuje się nie przystawać do rzeczywistości: quasi-gangsterskie opowieści, żonglujące odniesieniami do amerykańskich filmów, nie stanowią ich parodii, ale mogą być odczytane jako obraz katastrofy. Katastrofy nie tylko braku porozumienia, ale także braku punktu oparcia, wynikającej z wyeksploatowania wszystkich możliwości języka, wzorca, konwencji, schematu.

W realizacjach z przełomu lat 70. i 80.-tych co innego rzuca się w oczy. Od pewnego momentu Fassbinder konsekwentnie oddaje głos kobietom i otwiera w filmach przestrzeń dla żeńskiego spojrzenia. To przypadek Effi Briest, Marthy, Loli, Lili Marleen, Małżeństwa Marii Braun, Tęsknoty Veroniki Voss, a także sztuki teatralnej Kobiety w Nowym Jorku. Jednocześnie udaje mu się uniknąć jednostronnych diagnoz społecznych, czyli ukazywania kobiet jako więźniów patriarchalnego modelu. Problem władzy wydaje się u Fassbindera znacznie bardziej zniuansowany – czasem poniżenie i autodestrukcja wynikają ze społecznych uwarunkowań i masochistycznych potrzeb (jak w filmie Martha z 1984 roku), ale czasem w bohaterkach filmów Fassbindera budzi się pragnienie zemsty i wola posiadania nieograniczonej kontroli. Ale najczęściej powracające pytanie dotyczy kwestii manipulacji. Kto kieruje czyim losem, od jakich wpływów jesteśmy uzależnieni, czy istnieje szansa na wyzwolenie się od indoktrynacji i psychicznego szantażu?

Ten problem pojawiał się nie tylko na planie filmów Fassbindera, ale towarzyszył jego relacjom z ludźmi. „Nie można było go przeoczyć. Był mieszanką nieśmiałości i bezczelności” – wspominała po latach Hanna Schygulla. „Zastanawiałam się wielokrotnie, co w nim fascynuje najbardziej. Przy nim nic nie dało się ukryć. Był zadziwiająco otwarty.. Zadawałeś sobie pytanie – jak to możliwe, że ktoś jest tak bezpośredni, niczego nie skrywa? Prawdopodobnie pod tą warstwą kryje się jakaś tajemnica. Ale nie był głębszy i bardziej skomplikowany niż inni – po prostu wszystko prezentował na wierzchu, nie taił swoich umiejętności.” – mówi Ingrid Caven – „Sprawiał wrażenie, jakby był przezroczysty. Wszyscy ulegali temu urokowi – mężczyźni, kobiety, każdy. Zdawał sobie z tego sprawę. Sposób, w jaki manipulował ludźmi zdawał się ciekawszy od metod innych reżyserów, bo był bardziej wyrafinowany. Fassbinder był w manipulacji uwodzicielski.”

Agnieszka Jakimiak