24 listopada gościem Dyskusyjnego Klubu Maciste będzie Stanisław Janicki, gospodarz legendarnego programu „W starym kinie”, który wprowadzi widzów w meandry przedwojennej kinematografii polskiej i zaprezentuje swój film o Eugeniuszu Bodo. Pokazany zostanie także jeden z najsłynniejszych filmów z najpopularniejszym polskim aktorem lat 30., „Piętro wyżej”.
Stanisław Janicki
Janicki to jeden z najbardziej oczekiwanych gości bocheńskiego DKF-u. Zapowiadany od dawna, w końcu przyjął nasze zaproszenie. Pan Stanisław prowadził najdłużej nadawany program filmowy w historii polskiej telewizji, czyli pamiętane przez wszystkie pokolenia urodzone przed przełomem 1989 roku, „W starym kinie”.
czołówka programu ''W starym kinie''
Nasz gość jest również autorem wielu artykułów i książek o tematyce filmowej, a także reżyserem i scenarzystą kilku filmów fabularnych i dokumentalnych. Z uwagi na ogromny dorobek i imponującą wiedzę zaproponowaliśmy panu Stanisławowi, żeby sam wybrał film, który chciałby zaprezentować bocheńskim widzom. Wybór padł na „Piętro wyżej” (1937) Leona Trystana, jeden z ostatnich filmów zmarłego tragicznie w podkijowskim łagrze gwiazdora przedwojennego kina polskiego, Eugeniusza Bodo. To z tego filmu pochodzą popisowe numery Bodo, znane do dziś ''Seksapil'' oraz ''Umówiłem się z nią na dziewiątą”. Dzieło jest komedią muzyczną, która wykorzystuje popularny w kinie motyw cross-dressingu, czyli przebieranki (Bodo swój najsłynniejszy utwór, „Seksapil”, wykonuje w kobiecych fatałaszkach), ale żywot artysty nie był równie radosny, co tematyka jego filmów. Dlatego przed projekcją pan Janicki zaprezentuje swój dokument o aktorze, ''Requiem dla Eugeniusza Bodo” oraz wygłosi wykład wprowadzający widzów w realia polskiego filmu lat 30.
popisowy numer Bodo, ''Seksapil'' (fragment filmu ''Piętro wyżej'' z 1937 r.)
Na to niezwykłe spotkanie z legendą polskiej telewizji oraz bożyszczem przedwojennego kina zaprosimy widzów już 24 listopada o godzinie 19:00 do kina Regis.
Stanisław Janicki w DKF Maciste
CZAS: 24 listopada 2011, g. 19:00
MIEJSCE: Kino Regis, Bochnia
ORGANIZATORZY: DKF Maciste i Miejski Dom Kultury w Bochni
Dyskusyjny Klub Filmowy Maciste ma zaszczyt zaprosić państwa na niezwykłe spotkanie z twórczością Juliana Antonisza, wybitnego polskiego animatora, eksperymentatora i ironisty. Spotkanie poprowadzi znawca filmu animowanego, krytyk filmowy i znakomity retor Jerzy Armata. Projekcja odbędzie się 3 listopada o godz. 19:00 w kinie Regis. Bilety w cenie 10 zł i 5 zł dla członków DKF Maciste.
Ależ to kultowy artysta ten Antonisz, pełny odlot.
Zdanie zasłyszane przez Jerzego Armatę w trakcie projekcji filmów Juliana Antonisza na festiwalu Etiuda&Anima
Julian Antonisz, a właściwie Julian Józef Antoniszczak, to na polskiej scenie filmu animowanego prawdziwy oryginał. Przedwcześnie zmarły, przez prawie dwadzieścia lat czujnie wychwytywał i komentował absurdy PRLu, utrwalając swoje spostrzeżenia bezpośrednio na taśmie filmowej, z pominięciem kamery. Przy żmudnej obróbce kadrów, znać dała o sobie kolejna twarz Antonisza – domorosłego wynalazcy, zdolnego skonstruować narzędzia do obróbki taśmy z dostępnych pod ręką elementów młynka do kawy, czy maszyny do szycia. Drapiąc, malując, lub wypalając na celuloidowej taśmie, swoje kipiące absurdem opowieści o działaniu jamniczka, upadku polskiej szkoły plakatów itd. Atonisz cieszył się pełną swobodą twórczą, uwolniony od ograniczeń kamery, mógł każdy element pojedynczego kadru poddać osobistej kontroli. Twierdząc, iż kino skończyło się wraz z braćmi Lumiere i wynalezieniem kinematografu, zafascynowany materią taśmy filmowej Antoniszczak sięgał do prahistorii medium, jednocześnie poszerzając spektrum jego możliwości. Wyjątkowa technika i niezwykła spostrzegawczość szła u Antonisza w parze z najważniejszą cechą – ciepłym i równocześnie, niezwykle ironicznym poczuciem humoru, którym skrzy się każda z jego miniaturowych form filmowych. Ta cecha, Antoniszowego kina, stała się podstawą takich porównań:
Dziś wszyscy, którzy chcą znaleźć najdoskonalszy filmowy portret PRL oglądają filmy Stanisława Barei. Nie zapominajmy jednak, że polska animacja także miała swego Bareję. Nazywał się Julian Józef Antonisz. (Jan Strękowski)
Antoniszczakowi udało się wypracować niezwykle demokratyczny model kina, w którym ludzie pamiętający PRL rozpoznają znajome elementy, młodsze pokolenie odnajdzie ponadczasowy dowcip i opowieść o minionym świecie, zaś dziecko zachwyci się fantastyczną, pulsującą kolorem animacją. Na tą właśnie właściwość filmów Antonisza zwracał szczególną uwagę Marcin Giżycki:
Antonisz przejawiał zainteresowanie dla nietypowych tworzyw i eksperymentów (...), stworzył własny świat zaludniony postaciami o rozlewających się, pulsujących kształtach, poruszających się wśród autentycznych trybików, śrubek i innych odpadów technicznego śmietnika (Fobia, 1967, Jak nauka wyszła z lasu, 1970, Jak działa jamniczek, 1972). Jest w tych filmach tyleż reminiscencji sztuki pop, co i żartobliwego do niej dystansu (Film o sztuce biurowej, 1975). (...) Działalność tego (...) niezwykle wszechstronnego twórcy, nie tylko plastyka i filmowca, ale także muzyka i wynalazcy wykazywała, że tradycyjne podziały na film dla dorosłych, dla dzieci i eksperymenty (czyli, wedle potocznej opinii, dla nikogo) nie muszą obowiązywać.
Dlatego, zapraszamy każdego, kto wspólnie z nami chce się przekonać czy rzeczywiście, jak mawiał Antonisz: Pulsująca kraina non camery to jedyne antidotum na istniejącą obok paranoiczną rzeczywistość.
JERZY ARMATA
Ur. 1953 w Brzeźnicy Dębickiej.
Krytyk filmowy i muzyczny, dziennikarz, pedagog. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego (1977). W latach 1977-90 kierownik Działu Filmów Oświatowych i Festiwali w Okręgowym Przedsiębiorstwie Rozpowszechniania Filmów w Krakowie, w 1991 - redaktor w Studiu Filmów Animowanych w Krakowie, od 1992 - redaktor w krakowskim oddziale „Gazety Wyborczej”. W latach 1985-1991 – adiunkt w Pracowni Filmu Animowanego krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Członek Stowarzyszenia Filmowców Polskich; od 2006 – wiceprzewodniczący krakowskiego oddziału SFP. Selekcjoner i juror wielu festiwali filmowych. Autor telewizyjnych cyklów poświęconych filmom krótkometrażowym (Dwóch ludzi z filmem, Anima, Małe Kino). Laureat Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich za publikacje poświęcone polskiemu filmowi animowanemu (1989). Ekspert Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Autor książek poświęconych polskim twórcom filmów animowanych Hobby. Animacja. Kino Daniela Szczechury i Śnione Filmy Piotra Dumały, monografii Studio Filmów Animowanych w Krakowie, współtwórca licznych książek (m.in. Kino końca wieku, Historia kina polskiego), encyklopedii (m.in. Encyklopedia kina, Encyklopedia kultury polskiej XX wieku. Film – Kinematografia, Aktualizacje encyklopedyczne. Suplement do wielkiej ilustrowanej encyklopedii powszechnej Wydawnictwa Gutenberga. Tom 8 – Film, Encyklopedia Krakowa), leksykonów i katalogów o tematyce filmowej.
W trakcie pokazu zaprezentujemy m.in. filmy:
- Film grozy (1976) Pastisz filmów grozy, w którym wysłuchujemy wykładu na temat strachu z udziałem wampirów, wilkołaków i Baby Jagi oraz poznajemy niekonwencjonalne metody pracy dentysty Zenka.
- Dziadowski blues non-camera (1978)Dziadowska ballada komentuje obrazy świata, który symbolicznie przedstawia: człowiek piłuje gałąź na której siedzi (Nagrody: 1980 - 11. PF o Sztuce Zakopane, nagroda "Srebrny Pegaz").
- Ostry film zaangażowany (1979) O upadku życia kulturalnego spowodowanego przez likwidację kiosków oklejanych plakatami informującymi o imprezach kulturalnych (Nagrody: 1980 - 17. Międzynarodowy Festiwal Filmów Krótkometrażowych, Kraków, Brązowy Smok za scenariusz, komentarz i muzykę; 20. Ogólnopolski Festiwal Filmów Krótkometrażowych, Kraków, Grand Prix "Złoty Lajkonik").
- Dodatkowe wole trawienne magistra Kiziołła (1983) W konwencji kroniki noncamerowej. Zabawna opowieść o człowieku, który w dobie kryzysu wykształcił dodatkowe wole, które trawi nawet program rozrywkowy nadawany przez TV.
- Polska Kronika non-camerowa część 1 (1981) Wzorowana na Polskiej Kronice Filmowej żartobliwa kronika noncamerowa poświęcona m.in. sytuacji w kosmosie (Nagrody: 1982 - XXII OFFK Kraków, Brązowy Lajkonik).
- Światło w tunelu (1986)Zabawna, a zarazem przejmująca opowieść o życiu po życiu. Dusza bohatera dostrzega w tunelu dwa światełka, które okazują się światłami wielkiego samochodu, prowadzonego przez śmierć (Nagrody: 1986 - nagroda szefa kinematografii - pośmiertnie, razem z filmem Polska kronika rysunkowa animowana non-camerowa nr 12 wyd. b 1986, Międzynarodowy Festiwal Filmów Krótkometrażowych, Oberhausen, nagroda Klubów Filmowych FICC ).
A tak, według Juliana Antonisza działa jamniczek:
A tu przeczytać można znakomity tekst Jana Strękowskiego, na temat Juliana Antonisza (z którego obficie czerpie powyższa zapowiedź):
Tym razem w ramach Dyskusyjnego Klubu Filmowego Maciste będzie można zobaczyć „Pięć nieczystych zagrań” Larsa von Triera i Jørgena Letha. Projekcja odbędzie się 27 października o godz. 19:00 w kinie Regis. Bilety w cenie 10 zł i 5 zł dla członków DKF Maciste. Prelekcję przed filmem wygłosi Stanisław Liguziński.
„Oulipijczyk to szczur, który sam dla siebie buduje labirynt, by następnie z niego uciec”
Raymon Queneau
Powyższe słowa wypowiedziane zostały przez Raymonda Queneau, jednego z założycieli OuLiPo – warsztatu literatury potencjalnej. Zafascynowani szaradami, równaniami i łamigłówkami, członkowie OuLiPo uzmysławiali sobie, że w procesie tworzenia, równie ważne co kartka i płótno, są atrament i rama. Twórczość Georgesa Pereca, Raymonda Queneau, Italo Calvino, czy Harry’ego Matthewsa opiera się na twardych, arbitralnie ustawionych ramach konstrukcyjnych, dotyczących ilości występujących w utworach postaci, stylu, języka, topografii miast i architektury budynków. Twórczość, jakiegokolwiek rodzaju jest bowiem ustanawianiem i pokonywaniem ograniczeń, niezależnie od tego, czy zostały one ustanowione świadomie. Poddawanie rzeczywistości rygorom słowa, obrazu, lub dźwięku to niezwykle subtelna gra, której sprostać potrafią tylko nieliczni – zdolni ujarzmić nieskończenie wiele szczegółów w ciasnym kaftanie zwięzłej formy.
Jeden z największych „kodyfikatorów” współczesnego kina, współodpowiedzialny za manifest Dogma 95 Lars von Trier z pomocą swojego mistrza – Jorgena Letha w pięciu nieczystych zagraniach obnaża przed widzem specyfikę pracy nad filmem. W pięciu, niezwykle fascynujących odsłonach, Leth i Von Trier dają nam próbkę tego czym, dla reżysera filmowego, jest praca na obrazowaniem - wizualną adaptacją zapisanego w scenariuszu tematu.
Krytyk filmowy Jan Topolski, taki pisał o Pięciu nieczystych zagraniach:
"Toż to traktat o kinie, jakiego dawno nie było. (...) Wydaje się, że von Trier - jak i być może wcześniej Kubrick? - założył sobie w początkach kariery, że nakręci wszystko na każdy temat w dowolny sposób. (...) Von Trier przeprowadza na gruncie kina strategię maksymalnego samoograniczenia i samokontroli ("samobiczowania"), zaplanowanego od początku do prawie (!) końca eksperymentu na sobie.
I w "Pięciu przymusach" wprost to deklaruje. Nieważny jest temat. Nieważna jest nawet forma. Chodzi tylko o arbitralnie przyjęte przez siebie - lub narzucone innym - przymusy, a następnie wyzwolenie się z nich, to znaczy nakręcenie takiego filmu, ażeby widz ani przez moment nie pomyślał, że reżyser jest weń czymkolwiek ograniczony. Na tym właśnie polega prawdziwe mistrzostwo: kiedyż bowiem słuchając fugi Bacha uświadamiamy sobie, ilu rygorom jest ta najściślejsza forma muzyczna poddana? A już u Beethovena czy Hindemitha to słyszymy, te dialektyczne zmagania się wolnej wyobraźni z oporną materią. Tego, co subiektywne i wolne z tym, co obiektywne i narzucone.
Tutaj ograniczenia są wielostronne: dotyczą tematu, formy, gatunku, miejsca akcji, sposobu filmowania, budowy ujęcia, aktorstwa. (...)
Przewrotną, niejako perwersyjną stroną "Pięciu przymusów" jest to, że von Trier nakłada je innemu reżyserowi. Oczywiście jest tu wiele z opisywanej przez Kołodyńskiego dezynwoltury, z psikusa młodego prowokatora - ale zarazem i skryty lęk, żeby samemu się nie odsłonić. Obrona przez atak. Podświadoma projekcja lęku... Bowiem tak naprawdę w tym filmie nie ma dwóch reżyserów ani żadnej konfrontacji! Ostatnim mistrzowskim manewrem w przymusie piątym von Trier szelmowsko mruga okiem: co, uwierzyliście, że ten Leth istnieje? To przecież ja sam sobie narzucam przymusy, sam ze sobą walczę, sam się biczuję. I tu właśnie mówi o istocie swego kina, ale i o istocie sztuki."
trailer filmu
* * *
Zapraszamy serdecznie już w najbliższy czwartek! Ponadto, w najbliższym czasie szykujemy dla Państwa prawdziwe rarytasy w postaci spotkania z Jerzym Armatą (3.XI.2011), znawcą polskiej animacji, który opowie Państwu o twórczości genialnego krakowskiego twórcy – Juliana Antoniszczaka, oraz wieczoru z Stanisławem Janickim (24.XI.2011), gospodarzem legendarnego programu W starym kinie, który wprowadzi nas w meandry przedwojennej kinematografii polskiej i zaprezentuje swój film o Eugeniuszu Bodo.
PIĘĆ NIECZYSTYCH ZAGRAŃ
Reż. Lars von Trier, Jørgen Leth
Dania, Szwecja, Belgia, Francja; 90 min
Obsada: Claus Nissen, Majken Algren Nielsen, Jørgen Leth, Lars von Trier
Już w najbliższy czwartek (29 września 2011) DKF Maciste zaprosi widzów do kina Regis na zapowiadane od dawna spotkanie z operatorem i reżyserem-dokumentalistą Marcinem Koszałką. Przed spotkaniem pokażemy dwa najnowsze filmy twórcy: ''Deklarację nieśmiertelności'' oraz ''Ucieknijmy od niej''.
Wstęp wolny!
*** Kilka słów o twórcy
W młodości alpinista, wieczny student, fotograf-amator. Imał się różnych zajęć. Malował kominy, pracował w elektrociepłowni, był stróżem nocnym w kinie Kijów. Tuż przed trzydziestką, na trzecim roku studiów w katowickiej filmówce, zrealizował „Takiego pięknego syna urodziłam” (1999), krótki, dyplomowy film, który odmienił oblicze polskiego dokumentu. Dziś jest wziętym operatorem (jego zdjęcia np. do „Pręg” Małgorzaty Piekorz czy „Rewersu” Borysa Lankosza zdobywały laury na wielu festiwalach) ale jako reżyser wciąż pozostaje w sferze filmu dokumentalnego. Marcin Koszałka, jedno z najgorętszych nazwisk polskiego kina ostatnich lat, będzie gościem DKF Maciste 29 września.
Deklaracja nieśmiertelności Koszałka od lat podejmuje podobną tematykę – piekło rodzinnych relacji, trudności w porozumieniu międzyludzkim, obsesja śmierci. Wszystkie one znajdują wyraz w dwóch najnowszych filmach: „Deklaracji nieśmiertelności” oraz „Ucieknijmy od niej” (oba miały premierę na tegorocznym Krakowskim Festiwalu Filmowym). Pierwszy opowiada o niegdysiejszym nauczycielu reżysera, Piotrze „Szalonym” Korczaku, jednym z najlepszych polskich alpinistów. Twórca pokazuje Korczaka u schyłku jego kariery, prowokując go do pytań, czy będzie mógł odnaleźć się w życiu, kiedy starość nie pozwoli mu już na wspinaczkę. Koszałka jest tutaj przewrotny – zadaje niewygodne pytania swojemu mistrzowi, który czasy najlepsze czasy ma już za sobą. Reżyser w przeszłości sam zrezygnował z kariery wspinaczkowej, kiedy próby nie przynosiły zadowalających rezultatów. Jest to więc rodzaj pojedynku twórcy z jego mentorem. Pojedynku tym bardziej fascynującego, że sfilmowanego taśmą 35mm w bardzo trudnych warunkach, w znacznej mierze w górach. ''Film może się podobać lub nie, natomiast nikt nie powinien wyjść z kina po premierze i powiedzieć, że obejrzał złe zdjęcia. Musieliśmy dopracować je do perfekcji operatorsko, wizualnie. Dokument powinien być fotografowany, dobrze fotografowany'' – mówił Koszałka w wywiadzie. Reżyser tym obrazem chciał zbuntować się przeciwko, jak sam to określił, niechlujstwem w polskim dokumencie. Rozczarowany poziomem zdjęć we współczesnym niefabularnym kinie, Koszałka stworzył film olśniewający od strony operatorskiej. Prace nad nim trwały ponad 3 lata.
Ucieknijmy od niej
Równolegle z „Deklaracją…” powstawał „Ucieknijmy od niej”. Film pierwotne miał być zatytułowany „Botoks i śmierć”. Bo takie właśnie dwa obrazy zderza ze sobą autor „Istnienia”. Bohaterką jest siostra Koszałki, Gośka, którą z bratem łączy obsesyjny strach przed śmiercią. Gośka próbuje zatrzymać ulotną urodę, inwestując w operacje plastyczne, otaczając się pięknymi, ale emanującymi kiczem przedmiotami. Koszałka oswaja siostrę z nieuchronnym, pokazując jej ujęcia z krakowskiej Kliniki Leczenia Bólu. Obrazy agonii, uśmierzania bólu, ostatnich wizyt rodziny u umierających, wreszcie – opróżnianie łóżek, czyszczenie pościeli po zmarłych nowobogacka kobieta, właścicielka sieci butików ogląda na ozdobionej ornamentową ramą plazmie. Początkowo niewzruszona Gośka w pewnym momencie pęka. Powracają wspomnienia niedawno zmarłych rodziców. Rozmowa z bratem-filmowcem staje się szczersza… Niezwykle osobiste dzieło „Ucieknijmy od niej” jest kolejnym, po „Takiego pięknego syna urodziłam” i „Jakoś to będzie” obrazem, w którym Koszałka kieruję kamerę w stronę swoją i swojej rodziny. Odważna, ale szalenie kontrowersyjna tematyka podzieliła jurorów tegorocznego Krakowskiego Festiwalu Filmowego. W efekcie film nagrodzili jedynie studenci . Za zmory odbite w strukturze kryształu.
Spotkanie z twórcą poprowadzi Jacek Dziduszko.
Na zachętę zapraszamy do obejrzenia dwóch pierwszych segmentów "trylogii rodzinnej" Koszałki: "Takiego pięknego syna urodziłam" i ''Jakoś to będzie", które warto zobaczyć przed ''Ucieknijmy od niej'':
"Takiego pięknego syna urodziłam" (1999)
"Jakoś to będzie" (2004)
* * * DKF MACISTE prezentuje:
Spotkanie z Marcinem Koszałką i pokaz filmów ''Deklaracja nieśmiertelności'' oraz ''Ucieknijmy od niej'' Miejsce: Kino Regis Czas: czwarte, 29 września, godz. 19:00 Wstęp wolny!!!
Projekt dofinansowany ze środków PISF.
Maciste był na pierwszym z serii pokazów odrestaurowanej wersji ''Manii. Historii pracownicy fabryki papierosów''. Prezes bocheńskiego DKF-u relacjonuje:
W pokazach dopiero co odnalezionych filmów zawsze jest coś niezwykłego. Ma się poczucie uczestnictwa w jakimś święcie, misterium. Świadomość, że jako jedni z pierwszych oglądamy okaz uważany za zaginiony, nobilituje i wyzwala napięcie krótko przed seansem. Bez względu na to, czy film spełnia oczekiwania czy nie, podobne wydarzenie jest niecodziennym doznaniem. W Filharmonii Narodowej w Warszawie odbyła się polska re-premiera dzieła "Mania. Historia pracownicy fabryki papierosów" (1918) w reżyserii Eugena Illésa z Polą Negri w roli tytułowej.
''Mania'' miała swoją premierę na trzy dni przed ogłoszeniem niepodległości Polski, a więc także na ponad rok przed pierwszym pokazem ''Gabinetu doktora Caligari'' i na trzy lata przed powstaniem ''Schodów kuchennych'' Leopolda Jessnera i Paula Leniego oraz ''Szyn'' Lupu Picka. Język filmowy nie był może w powijakach, ale daleko mu było jeszcze do rewolucji formy, zapoczątkowanej właśnie przez awangardę - impresjonistyczną, surrealistyczną, czy - jak w wypadku Niemiec - ekspresjonistyczną. ''Gabinet...'' (w nurcie fantastycznym) i ''Schody kuchenne'' czy ''Szyny'' (w nurcie kammerspiel) zapowiadały nie tylko zupełnie nową tematykę w kinie niemieckim - społeczną lub antycypującą powstanie III Rzeszy i tego następstwa, jak chciał Siegfried Kracauer, ale też operowały bardzo świeżymi na owe czasy środkami filmowego wyrazu.
Pod tym względem Illés niewiele ma do zaoferowania. Jako reżyser rzadko korzysta z montażu wewnątrzkadrowego - stawia na plany ogólne i pełne, incydentalnie stosując zbliżenia czy detale. Nieruchoma kamera w serii wirażowanych zdjęć filmuje pełne postaci, skąpiąc widzom widoku twarzy. Poprzez to ekspresja aktorska przenosi się z lica na całe ciało. Aktorzy grają ekspresyjnie, ale nie przesadnie, co zdarzało się jeszcze w czasach niemego kina dekadę później. Na pierwszy plan wybija się oczywiście Negri. Polka gra tutaj niejako wbrew wizerunkowi, który przylgnął do niej po serii sukcesów w Niemczech i Stanach Zjednoczonych. Jeśli w późniejszych występach znana była przede wszystkim jako femme fatale, to tutaj gra rolę ofiary. Jej Mania poświęca się dla ukochanego mężczyzny - oddaje się mecenasowi sztuki tylko po to, by kochanek miał możliwość wystawienia opery. Za ofiarność godną bohaterek Von Triera nie spotka ją zrozumienie. (...)
Film czeka teraz tournée po kilku europejskich stolicach. Co później stanie się z ''Manią''? Żeby poddana cyfryzacji kopia nie leżała bezczynnie w Filmotece, najlepiej byłoby ją oddać do dyspozycji... DKF-om! Któż z was nie chciałby zobaczyć legendarnej Poli Negri na dużym ekranie, przy akompaniamencie muzyki na żywo? Kibicując ''Manii'' w próbach dotarcia do szerszej grupy widzów, będziemy obserwować dalsze losy projektu.
W załączonym trailerze możemy zaobserwować, w jakim stanie była odnaleziona kopia, a jak wygląda po procesie restauracji:
Wakacje dobiegają końca... Maciste powoli kończy rozpiskę spotkań w drugiej połowie 2011 roku, tymczasem współzałożyciel klubu, Jacek Dziduszko, popełnił tekst o wschodnioeuropejskiej odmianie najbardziej amerykańskiego gatunku filmowego, jakim jest western. W tekście czytamy:
Karpaty stylizowane na Góry Skaliste; hiszpańskie plenery imitujące prerie Arizony; radziecki sztucer w miejsce Winchestera; Francuz w roli Indianina w jugosłowiańsko-niemieckiej produkcji austriackiego reżysera… Tradycja filmów o Dzikim Zachodzie została na starym kontynencie zaadoptowana dla potrzeb europejskich widzów, którym dzieje Stanów Zjednoczonych były zupełnie obce. Wycinek z historii podgatunku filmowego, zwanego potocznie ‘’czerwonym westernem’’, został zaprezentowany podczas przeglądu w ramach 11. MFF ‘’Nowe Horyzonty’’ we Wrocławiu.
Kiedy dzisiaj myślimy o najbardziej chyba amerykańskim spośród gatunków filmowych w jego europejskim wydaniu, przychodzi nam do głowy przede wszystkim spaghetti western: niespotykana na podobną skalę w zachodnich filmach o kowbojach przemoc, uwodzicielska muzyka Ennio Morricone, Clint Eastwood w bezimiennej roli głównej i nazwisko Sergia Leone w czołówce. Przy większym wysiłku przypominamy sobie jeszcze o Winnetou i jego druhu Old Shatterhandzie, których filmowe przygody przyciągały do kin tłumnie naszych ojców i wujów. Ale to wszystko produkty wolnej gospodarki rynkowej, nieobostrzonej rygorem surowej cenzury. Co w tym czasie kręcono za żelazną kurtyną?
O tym, jakie filmy o kowbojach – i dlaczego – kręcono wówczas w demoludach, przeczytacie w wakacyjnym wydaniu ''K MAG-u''. Pędźcie do kiosków, póki numer jeszcze dostępny!
Tymczasem zapraszamy do wysłuchania bodaj najsłynniejszego hymnu easternów – pochodzącej z czechosłowackiej parodii gatunku, ''Lemoniadowego Joe'', pieśni zwanej ''Goodbye'':
Chcielibyście zobaczyć ''Joego'' albo którąś inną z wschodnioeuropejskich odpowiedzi na western w naszym klubie? Czekamy na sugestie!
Byliśmy w Karlowych Warach! Widzieliśmy Johna Malkovicha, zrobiliśmy wywiady z Urszulą Antoniak, Jerzym Stuhrem, Kim Ki-Dukiem, Zbigniewem Masternakiem... Już wkrótce będziemy linkować te rozmowy, tudzież informować gdzie ukażą się w druku, wcześniej jednak zapraszamy do przeczytania relacji z 46. Karlovy Vary International Film Festival.
"Kryształowy Globus z Karlowych Warów nie ma dziś tej samej renomy co Złote Palmy i Lwy, jest słabo rozpoznawalny przez statystycznego pożeracza filmów, ale wciąż wystarcza, by namówić na wycieczkę do Czech Johna Malkovicha, Harveya Keitela i spółkę.
Taka scena: John Malkovich jedzie rozparty na tylnej kanapie w nowojorskiej taksówce, gładząc sferyczny kryształ schowany w pudełku. Na desce rozdzielczej samochodu złotawy kotek z plastiku kiwa łapką. Kierowca, na oko Hindus, zerka nieśmiało na pasażera, po czym wypala: "Więęęc, wraca Pan z Cannes?". Malkovich nerwowo drapie się po czole i odpowiada: "Nieee, z Karlowych Warów, z… Czeskiej Republiki".
Tak zaczyna się jeden z filmików promujących festiwal za naszą południową granicą. W pozostałych występują m.in.:Harvey Keitel, Andy Garcia i Jude Law. W każdym jednym, Kryształowy Globus, przyznawany tutaj od 1948 roku, budzi u bohaterów konfuzję i wykorzystywany jest w mało prestiżowych celach. Jako łom do drzwi, zastępcza figurka na maskę samochodu, tłuczek do rozgniatania tabletek, albo "pogromca" budzika. Globus nie ma dziś tej samej renomy co Złote Palmy i Lwy, jest słabo rozpoznawalny przez statystycznego pożeracza filmów, ale wciąż wystarcza, by namówić na wycieczkę do Czech Malkovicha, Keitela i spółkę. (...)''
Dla odwiedzających naszego Bloga, specjalny rarytas. W trakcie festiwalu udało mi się przeprowadzić wywiad z jednym z najbardziej utytułowanych koreańskich twórców - Kim Ki-Dukiem. Kim prezentował w Karlowych swój najnowszy film "Arirang". Arirang jest koreańską pieśnią ludową, którą intonuje się w czasie kryzysu i zwątpienia. W trakcie naszej rozmowy Kim Ki-Duk zaintonował nam kilka wersów, które niniejszym udostępniamy na Blogu: